Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/integratio.ta-tamten.cieszyn.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
oczy.

rzadkie, szorstkie włosy.

oczy.

Tuż za rogiem, obok apteki, dostrzegła stary pal do przywiązywania koni. Na miłość boską, czy tu naprawdę nikt
prawda?
domu. Mówienie sprawiało jej niewypowiedziany ból.
tygodniu mam kilka spotkan, ale mo¿e w nastepnym...
tak, że siedziała na nim okrakiem. Wystarczyło jedno pchnięcie i wypełnił ją swoim nabrzmiałym członkiem.
Telewizor zaczął grać głośniej, bo lokalna stacja nadała reklamę jakiejś odchudzającej mikstury. Choć Katrina z
¿e oddajac Marli mojego syna, dam w koncu ojcu to, czego
dłoni, takich silnych, ciepłych, delikatnych. Czuła je wyraznie
meczem. Ale to sie działo, zanim Pan Bóg postanowił, ¿e jeden
Do tego czasu moje dokumenty zostana ocenzurowane,
się krzyczeć wniebogłosy. Pokonał ogrodzenie na tyłach domu, ignorując krzyki powstrzymujących go ludzi.
Nick wszedł do pokoju, zamykajac za soba drzwi. Nagi do
Nick ¿achnał sie.
- Nie wiem. Cos tu nie gra.

Nie!

się odbyć następnego dnia rano. Kolejny krok we właściwą stronę.
– Muszę lecieć. – Uśmiechnęła się sztucznie do Bentza.
- Nie ma już nic więcej do powiedzenia. - Próbowała powstrzymać potok przeklętych łez.
– Co?
restauracją był teraz tajski bar z daniami na wynos. Kierowany dziwacznym poczuciem ironii,
- No, niezła afera. Chcą ode mnie próbkę DNA. - Desperacko pragnęła ukryć ogarniający
– To wszystko dzieje się w Kalifornii, czyli ile – dwa i pół tysiąca kilometrów ode mnie?
Chodź, chodź!
pamiętam, że powiedziała coś takiego.
przyjrzała się siostrze. Jak ona mogła mordować wszystkich po kolei, tak metodycznie, z zimną krwią! - ...z małą Jamie nie było łatwo. Co? Jamie? Nie, o Boże... Nie! Nie! Nie! Jej ciałem wstrząsnął ból, szarpał ją wściekłym i pazurami, wdzierał się w każdy zakątek umysłu. Tylko nie dziecko. Proszę, proszę, nie moje ukochane, najdroższe dziecko. Caitlyn drżała, czuła, że traci świadomość. Nie... nie teraz, nie może się teraz poddać. Nie pozwoli dojść Kelly do głosu. Musi walczyć. Musi wygrać. Caitlyn zawsze była słaba, ale teraz nie zrezygnuje. Nie! - I tak by umarła - kontynuowała Atropos z błogim uśmiechem. - To wspaniałe dziecko, ale wiemy przecież, że była poważnie chora, że nie było już nadziei. Serce Caitlyn zamarło. Jak ten potwór może to mówić, tak zimno, tak obojętnie? - Zrobiłam to z przykrością. Ale musiałam jej pomóc, tak jak matce. Wiesz, że była spadkobierczynią. Przeszkadzała. Zanim to zrobiłam, nagrałam Jamie na taśmę. Leżała w szpitalu i była przerażona. Zeszłaś na dół na obiad, to był jedyny moment, kiedy została sama. „Odwiedziłam” ją z dyktafonem w kieszeni. W telefonie słyszałaś głos Jamie i mój udający ją. - Przerwała na moment i dodała wystraszonym głosem: - Mamusiu... mamusiu... gdzie jesteś? Caitlyn próbowała krzyczeć, próbowała się ruszyć. Jej dziecko! Jej własna siostra zabiła jej dziecko! Poczuła przypływ adrenaliny. Ogarnęła ją wściekłość. Palce zacisnęły się na krawędzi biurka. Hannah wydała z siebie stłumiony jęk. - Jesteście takie żałosne. Aż trudno uwierzyć, że mamy wspólne geny. - Spojrzała gniewnie na Hannah, a potem wycelowała palec w Caitlyn. - Teraz ty jesteś problemem. Caitlyn? Kelly? Bliźniaczki. Dwie osoby w jednym ciele? - Amanda zaczęła przemierzać pokój. - Myślę, że najlepiej byłoby przeciąć cię na pół. Przez sam środek. I ułożyć połówki osobno. Ale zrobiłby się straszny bałagan... Już raz narobiłam takiego bałaganu. Utoczenie krwi Josha i rozpryskanie jej w twoim pokoju... myślisz, że to takie łatwe? Byłaś nieprzytomna, a potrzebowałam odcisku twojej dłoni. Na szczęście rozbiłaś sobie nos, gdy upadłaś w gabinecie Josha. Założę się, że wpadłaś w panikę, gdy obudziłaś się następnego ranka, prawda? Myślałaś, że za dużo wypiłaś? - Zaśmiała się szatańsko. Caitlyn przeszedł dreszcz, ale próbowała wziąć się w garść. Mogła się ruszać. Z dużym trudem, ale mogła. Odzyskiwała ostrość widzenia i wydawało jej się, że poza monotonnym głosem Amandy słyszy też czyjeś kroki. Ale to chyba tylko złudzenie. - Caitlyn, nigdy więcej nie pozwól, żeby ktoś dosypał ci narkotyk do drinka. Traci się wtedy świadomość i pamięć. - Uśmiechnęła się i stanęła obok potwornego drzewa rodowego. - Zresztą my ślę, że nie będziesz już musiała się o to martwić. Już o nic nie będziesz się martwić. - Hannah stopniowo przesuwała się w stronę Amandy. Spojrzała na Caitlyn, która mrugnęła, mając nadzieję, że siostra zrozumie. Amanda nie przerywała swojej paplaniny, ale jej słowa ledwie docierały do Caitlyn. Skoncentrowała się na próbach poruszenia palcami rąk i nasłuchiwała. Czy to schody skrzypnęły? Omal nie podskoczyła... i poczuła, że odzyskuje kontrolę nad własnym ciałem. Jeśli spróbuje... W skupieniu próbowała podnieść palec prawej ręki. Hannah zobaczyła ten ruch i zamarła. Amanda patrzyła z podziwem na swoją pracę.
– Chciałbym być na jego miejscu.
pod palmą.
Mówiła o czymś?
– Twojemu mężowi na pewno się spodoba – mówię, patrząc na fotografię. – Na pewno. –
– Co za tandetne, żałosne kłamstwo. Nie jesteś w ciąży! Olivia podeszła bliżej.

©2019 integratio.ta-tamten.cieszyn.pl - Split Template by One Page Love